To jedno z najczęstszych pytań, jakie słyszę, kiedy ktoś dowiaduje się, że zajmuję się czytaniem z dłoni. Zaraz po: „A długo pożyję?”. Pytanie o dzieci nie jest tylko ciekawostką. Czasem stoi za nim głęboka tęsknota, czasem obawa. A czasem po prostu śmiech i lekkie „a weź mi zobacz, ile ich będzie!”.
Jeśli trafiłaś tu wpisując w Google „wrozby ile bede miec dzieci” albo „linie na dłoni ile dzieci” — spokojnie, nie będę Cię wyśmiewać. Zamiast tego, zaproszę Cię do przyjrzenia się, skąd to pytanie się bierze, co na nie odpowiada chiromancja i co… wcale nie musi.
Skąd się wzięło przekonanie, że dzieci widać na dłoni?
W tradycyjnej chiromancji istnieje przekonanie, że pod małym palcem, na tzw. wzgórku Merkurego, mogą pojawić się krótkie, cienkie linie, które — według klasycznych interpretacji — mają oznaczać potencjalną liczbę dzieci. Czasem nazywa się je „liniami dzieci”, a czasem „liniami potomstwa”.
I wszystko byłoby pięknie, gdyby nie fakt, że… w praktyce to działa bardzo różnie.
Niektóre osoby mają tam trzy kreski, a nie mają dzieci biologicznych. Inne mają ledwo jedną, a są mamami czwórki. Jeszcze inne nie mają nic, a i tak czują, że „noszą” w sobie dzieci — duchowo, energetycznie, jako opiekunki, mentorki, dusze wspierające.
Chiromancja (ta rzetelna, nie gazetowa) nigdy nie miała być katalogiem przepowiedni. To raczej mapa — nie terytorium. Pokazuje potencjał, gotowość, napięcia, potrzeby. Nie daje Ci metryczki z przyszłości.
Co naprawdę mogą znaczyć te linie?
Wzmiankowane linie pod małym palcem mogą rzeczywiście pokazywać gotowość emocjonalną lub energetyczną do bycia opiekunką, przewodniczką, matką — w dowolnym rozumieniu tego słowa. Czasem wskazują na relację z własną płodnością. Innym razem mówią o tym, jak postrzegasz odpowiedzialność, zależność, troskę.
Bywa, że te linie pojawiają się i znikają — dosłownie. Dłoń jest plastyczna. Jej mikrostruktura zmienia się pod wpływem czasu, doświadczeń, emocji. To, co widzę dziś, za rok może wyglądać inaczej. Dlatego jedno z podstawowych pytań, które zadaję klientce, brzmi: co dla Ciebie znaczy „mieć dziecko”?
Bo może Twoje dzieci to projekty. Albo książki. Albo młodsze siostry, którymi się opiekujesz. A może ciało chce, ale psychika jeszcze nie. To wszystko widać w dłoniach dużo lepiej niż liczby.
Ale Kaja, to ja nie dowiem się, ile będę mieć dzieci?
Nie. I całe szczęście.
Po pierwsze: czy naprawdę chcesz, żeby ktoś obcy „wiedział” to lepiej od Ciebie? Po drugie: dłoń nie przewiduje przyszłości. Ona pokazuje, co już w Tobie jest. Po trzecie: rodzicielstwo nie zawsze przebiega liniowo. Są ciąże utracone, są dzieci adopcyjne, są role opiekuńcze, które nie mają metryki. Czy da się to wszystko zamknąć w „masz trzy kreski”? No właśnie.
Co mogę dla Ciebie sprawdzić?
Zamiast liczyć kreseczki, wolę zapytać: co w Tobie mówi TAK trosce, odpowiedzialności, przekazywaniu życia? A co mówi NIE?
W Twojej dłoni mogę sprawdzić:
- jak wygląda Twoja linia serca — i co mówi o Twojej gotowości do więzi,
- jak kształtuje się linia życia — i czy wspiera Cię energetycznie w opiece,
- co pokazuje wzgórek Księżyca — o intuicji, macierzyństwie, pragnieniach,
- i czy Twoja linia głowy idzie w parze z sercem, czy idzie swoją drogą.
To wszystko daje o wiele więcej informacji niż suche: „będziesz mieć dwójkę dzieci”.
I jeszcze jedno. Odpowiedź już w Tobie jest.
Jeśli nosisz w sobie pytanie o dzieci, warto je potraktować serio. Nie jak quiz z internetu, ale jak impuls do poznania siebie.
Twoje dłonie wiedzą więcej, niż myślisz. Nie przewidują przyszłości, ale ją pamiętają. I pokazują wszystko, co w Tobie żywe. Także to, co czeka, aż je zauważysz.
Jeśli chcesz — mogę Ci w tym pomóc. Jak na dłoni.

